00:00
Nic nie wskazywało na to, że jeden z nich z tego wyjazdu nie wróci.
00:21
Dzień dobry, dobry wieczór, w zależności od tego, kiedy się słyszymy. Dziś zapraszam Was na ostatni odcinek z serii Zabójcze Wakacje, a to oznacza, że wakacje naprawdę dobiegają końca. Nie wiem jak Wy, ale nawet nie wiem kiedy mi te dwa miesiące minęły.
00:39
Dajcie też znać, czy chcielibyście, żeby ta seria wróciła w przyszłym roku. Z góry dziękuję za Wasze komentarze, dziękuję też za postawione kawki i dołączenie do wspierających. A teraz zapraszam Was do wysłuchania dzisiejszego odcinka.
01:11
10 marca 1989 roku 21-letni Mark Kilroy wraz z trzema przyjaciółmi zaplanował wyjazd. Przed nimi było kilka dni plażowania i imprez, a zaraz po powrocie Mark planował skupić się na nauce oraz przygotowaniach do egzaminu, który otwierał mu drogę na studia medyczne. Nie wiedział jednak, że coś pokrzyżuje mu te plany.
01:37
Mark James Kilroy urodził się 5 marca 1968 roku w Chicago. Był starszym z dwóch synów Jamesa i Helen. Kiedy miał dwa lata, na świecie pojawił się jego brat Keith. Ojciec chłopców ukończył inżynierię chemiczną i pracował jako doradca techniczny w rafineriach oraz zakładach przemysłowych w Teksasie i Nowym Meksyku. Ze względu na pracę często wyjeżdżał, dlatego na co dzień synami zajmowała się głównie Helen. Rodzice szybko zauważyli, że Mark rozwija się wyjątkowo dobrze.
02:10
Kiedy miał pięć lat, wrócił z przedszkola z przygotowaną dla nich niespodzianką. Po kolacji poprosił, aby usiedli, a następnie przeczytał im fragment szkolnej książki. James i Helen nie mieli pojęcia, że ich syn już tak dobrze czyta. Chłopiec od najmłodszych lat był też bardzo wrażliwy na potrzeby innych. Kiedy jego dziadek zachorował, 10-letni wówczas Mark własnoręcznie wykonał dla niego szopkę z patyczków po lodach.
02:38
W 1974 roku cała rodzina przeprowadziła się do Santa Fe w Teksasie, niewielkiej miejscowości pomiędzy Houston a Galveston. Zamieszkali w domu stojącym na dwóch hektarowej działce. Hodowali tam krowy, kury, mieli też kilka koni, a James zajmował się swoim ogrodem. Rodzina była ze sobą bardzo zżyta i regularnie uczestniczyła we mszy. Szczególnie bliska więź łączyła Marka z jego młodszym bratem. Wiele lat później, już podczas studiów, mężczyzna miał poważny wypadek samochodowy i trafił do szpitala.
03:12
Powiedział wtedy jednemu z dowiedzających go przyjaciół, że najbardziej przeraziła go myśl, iż mógłby umrzeć, zanim zdąży powiedzieć Keithowi, jak bardzo go kocha i ile brat dla niego znaczy.
03:25
Mark wyrósł na wysokiego, mierzącego około 185 cm, jasnowłosego chłopaka z charakterystycznym uśmiechem. Jeden z nauczycieli wspominał, że nawet kiedy Mark został skarcony i wiedział, że na to zasłużył, nie reagował buntem. Potrafił przyjąć krytykę i zawsze odnosił się do dorosłych z szacunkiem. W szkole radził sobie bardzo dobrze. Należał do skautów, został wiceprzewodniczącym samorządu uczniowskiego, a w 1986 roku ukończył naukę jako czwarty najlepszy uczeń spośród 210 osób.
04:02
Jednocześnie grał w bejsbol, golfa i koszykówkę. To właśnie na boisku do koszykówki wyróżniał się najbardziej. Grał na pozycji obrońca, był szybki, dobrze operował piłką i potrafił mobilizować pozostałych zawodników. Jego trener uważał, że Mark ma możliwości, aby kontynuować karierę na poziomie akademickim. Zapamiętał go jako człowieka, który zawsze dawał z siebie wszystko. Kiedy za coś odpowiadał, można było być spokojnym, że sobie poradzi.
04:34
Po ukończeniu szkoły Mark rozpoczął naukę na Southwest Texas State University. Już po pierwszym semestrze znalazł się na liście najlepszych studentów. Następnie dzięki pomocy dawnego trenera przeniósł się na Tartalon State University w Stephenville, gdzie otrzymał stypendium i dołączył do drużyny koszykarskiej. Spędził tam dwa lata. Należał również do bractwa. Koledzy opisywali go jako typowego chłopaka z sąsiedztwa. Serdecznego, godnego zaufania i gotowego pomóc każdemu, kto tego potrzebował.
05:07
Mark lubił ludzi, łatwo nawiązywał znajomości i dobrze czuł się w towarzystwie, ale jednocześnie nie należał do osób lekko myślnych.
05:17
Koszykówka była dla niego ważna, jednak nie wiązał z nią swojej przyszłości. Mark chciał zostać lekarzem. Po dwóch latach zrezygnował więc ze stypendium sportowego i przeniósł się na Uniwersytet Teksański w Austin, gdzie rozpoczął program przygotowujący do studiów medycznych. Wiara również zajmowała ważne miejsce w jego życiu. Mark był praktykującym katolikiem i często nosił przy sobie Biblię. Zdarzało mu się czytać ją pomiędzy zajęciami i nauką. Zdecydowanie trzymał się też z daleka od narkotyków.
05:49
Mógł się napić i dobrze bawić z przyjaciółmi, ale bliscy postrzegali go jako osobę rozsądną, która nie podejmowała niepotrzebnego ryzyka. Wiosną 1988 roku w czasie przerwy semestralnej wraz ze znajomymi wybrał się na South Padre Island. Jest to wyspa, która ma około 55 km długości i znajduje się przy południowym wybrzeżu Teksasu. Była też to wtedy jedna z najpopularniejszych miejscówek na taki właśnie wyjazd wśród studentów.
06:22
Podczas tego wyjazdu Mark przekroczył również granicę i pojechał do meksykańskiego Matamoros. Wyjazd wspominał tak dobrze, że postanowił tam wrócić za rok. Zaproponował wtedy wspólną podróż Bradleyowi Morobi, przyjacielowi jeszcze ze szkoły, chociaż jesienią 1988 roku uczyli się już na różnych uczelniach. Mimo tego regularnie utrzymywali kontakt i przez kolejne miesiące planowali następną wyprawę.
06:51
Na początku marca 1989 roku Mark miał przed sobą jasno wyznaczoną przyszłość. Studiował, przygotowywał się do egzaminu otwierającego drogę do szkoły medycznej i chciał zostać lekarzem, jak już wspominałam. Najpierw jednak planował spędzić kilka dni z dawnymi przyjaciółmi w miejscu, które znał z poprzedniego roku. Do Marka i Bradley'a mieli dołączyć Bill Huddleston i Brent Martin. Cała czwórka znała się jeszcze ze szkoły średniej, gdzie wspólnie grała w koszykówkę i bejsbol.
07:23
Po ukończeniu liceum trafili na różne uczelnie i coraz rzadziej mieli okazję spotykać się w pełnym składzie. Dlatego też zdecydowali się na ten wyjazd, aby nadrobić zaległości. Wybrali drugi weekend marca, ponieważ właśnie wtedy rozpoczynała się przerwa wiosenna.
07:41
Na South Padre Island na co dzień mieszkało około tysiąca osób. Jednak w kolejnych tygodniach miało tam przyjechać nawet 250 tysięcy studentów z całych Stanów Zjednoczonych. Przyciągały ich szerokie plaże, ciepła woda oraz koncerty, konkursy i imprezy organizowane niemal bez przerwy. Mark i jego znajomi planowali tam spędzić kilka dni. Przede wszystkim nastawiali się na dobrą zabawę. W piątek 10 marca, pięć dni po 21 urodzinach Marka, Bradley zakończył egzaminy i około południa wyjechał z Brian w Teksasie.
08:18
Najpierw pojechał swoim Mustangiem do Austin, gdzie odebrał Marka z kampusu. Następnie ruszyli do Santa Fe po Billa i Brenta.
08:26
W dalszą drogę cała czwórka wyruszyła niedługo po północy, 11 marca. Podróż na South Padre Island powinna zająć im około 4 godzin, ale tej nocy drogi spowijała gęsta mgła. W tamtym momencie kierowcy już się zmienili i teraz prowadził Bradley. Po drodze jeszcze dwukrotnie zatrzymali się na jedzenie. Ostatecznie dotarli na miejsce dopiero po blisko 9 godzinach.
08:52
Podczas jazdy nadrabiali zaległości i rozmawiali o planach na kolejne miesiące. Każdy z nich układał już sobie życie w innym miejscu i zdawali sobie sprawę, że może to być ich ostatnie wspólne lato w Teksasie. W sobotę rano zameldowali się w hotelu Sheraton. Sezon tak naprawdę dopiero się rozpoczynał, dlatego na miejscu nie było jeszcze największych tłumów. Obsługa zdążyła już jednak zrobić porządki, przygotowując przestrzeń dla setek studentów, którzy mieli pojawić się w kolejnych dniach.
09:23
Mężczyźni wzięli szybki prysznic, zjedli i niemal od razu ruszyli na plażę znajdującą się tuż za hotelem. Organizowano tam koncerty, pokazy filmowe, konkursy i imprezy sponsorowane przez producentów piwa. Mark i jego przyjaciele wzięli nawet udział w nagraniu reklamy, dzięki czemu mogli bezpłatnie skorzystać z basenu. Oglądali też wybory Miss Tanline, które przez kolejne dni stały się jednym z głównych punktów miejscowego programu. Jeden ze sponsorów umożliwiał studentom także darmowe rozmowy telefoniczne.
09:55
Bradley zadzwonił więc do swojej matki, a Mark także chciał skontaktować się ze swoimi rodzicami, ale wtedy nikt nie odebrał.
10:03
Wieczorem mężczyźni poznali studentki, które zajmowały sąsiedni pokój. Bawili się z nimi niemal do świtu. Następnego dnia wstali późno, zjedli lunch, wrócili na plażę, a po południu położyli się spać. Wieczorem zamierzali bowiem pojechać do Meksyku.
10:21
Niecałe 70 km od South Padre Island znajdowało się Matamoros, ponad milionowe miasto położone w stanie Tamaulipas. Od teksańskiego Brownsville oddzielała je rzeka Rio Grande. Matamoros było ważnym punktem na trasach przemytu narkotyków, ale amerykańscy turyści nie postrzegali go wówczas jako miejsca, którego należało unikać. Studentów przyciągały niskie ceny alkoholu, mniej restrykcyjne przepisy oraz ciągnące się wzdłuż głównych ulic bary, kluby i restauracje.
10:55
Aby dostać się do miasta wystarczyło zamówić samochód w Brownsville i przejść przez Most Graniczny. W niedzielę 12 marca przed wyjazdem do Meksyku Mark i jego przyjaciele zatrzymali się jeszcze w restauracji i tam poznali grupę studentek z Uniwersytetu Kansas, które również wybierały się do Matamoros. Postanowili więc pojechać razem. Samochody zostawili po amerykańskiej stronie granicy, a następnie przeszli przez most na Tyrio Grande. Tego wieczoru bawili się w klubie i około 2.30 wrócili do Brownsville, a następnie ruszyli do hotelu.
11:31
Pierwsza wyprawa przebiegła bez żadnych problemów, dlatego następnego wieczoru postanowili ponownie tam pojechać.
11:39
Poniedziałek 13 marca był słoneczny i bezchmurny. Na wyspie przybywało coraz więcej studentów, a plaże i hotelowe baseny zaczynały się wypełniać. Mark i jego przyjaciele spędzili dzień podobnie jak poprzedni. Odpoczywali na plaże, oglądali wybory mis i spędzali czas z nowymi znajomymi. Mark ponownie rozmawiał z jedną z uczestniczek konkursu, studentką Southwest Texas State University, którą poznał dwa dni wcześniej. Mężczyźni natknęli się również na kilka osób ze swojej dawnej szkoły.
12:13
Później kupili pizzę, piwo i napoje bezalkoholowe, z którymi wybrali się do pokoju hotelowego, a po posiłku położyli się spać. Wieczór rozpoczęli od imprezy w apartamencie, którą organizowali dawni koledzy Marka z Bractwa. Mark założył wtedy czarną koszulę z krótkim rękawem oraz jasne spodnie w czarne i brązowe paski. Do tego dobrał szary pasek, czarne buty i skarpetki. Miał też na sobie złoty łańcuszek oraz zegarek otrzymany od dziadka.
12:44
Nie wszyscy mieli jednak ochotę wracać tej nocy do Matamoros. Brent źle się czuł, a Bill był zmęczony. Ostatecznie obaj dali się jednak przekonać, a do grupy dołączył również Zach Cree, czyli znajomy Marka z uniwersytetu. W drodze do Brownsville zobaczyli na niebie zorzę polarną. Na południu Teksasu był to niezwykle rzadki widok. Według specjalistów nawet taki, który można zobaczyć najwyżej raz w życiu. Po zostawieniu samochodu po amerykańskiej stronie ponownie przeszli pieszo przez most graniczny.
13:20
Tej nocy w Matamoros bawiło się około 15 tysięcy amerykańskich studentów.
13:26
Największe tłumy gromadziły się na jednej z pierwszych ulic po zejściu z mostu. Po obu jej stronach działały kluby, bary oraz restauracje. Bill wspominał później, że centrum miasta przypominało trochę Park Rozrywki, tylko pozbawiony karuzel. Atrakcją była sama atmosfera, tworzona przez tysiące młodych ludzi, głośną muzykę i alkohol. Mężczyźni zaczęli wieczór w Los Sombreros, ponieważ przed tym lokalem stała najkrótsza kolejka. Później przenieśli się do London Pubu, który na czas przerwy wiosennej działał pod nazwą Hard Rock Cafe.
14:02
W środku panował coraz większy chaos. Z górnego piętra spadały butelki po piwie, a tłum wypełniał niemal całą dostępną przestrzeń. Mark poznał kilka dziewczyn i na pewien czas odłączył się od przyjaciół. Zach Cree jeszcze przed drugą w nocy odszedł z innymi znajomymi z uniwersytetu. Niedługo później Bill zaproponował, aby pozostali również wrócili do hotelu. Po wyjściu z lokalu, Bradley, Brent i Bill zauważyli marka opartego Volkswagena. Rozmawiał ze studentką poznaną podczas wyborów mis.
14:34
Gdy zobaczył przyjaciół, dołączył do nich i cała czwórka ruszyła w kierunku mostu. Dziewczyna przez pewien czas szła razem z nimi.
14:43
Do granicy pozostało zaledwie kilka przecznic, jednak przeciskanie się przez tłum nie było łatwe. Przyjaciele próbowali się trzymać blisko siebie, ale szybko podzielili się na dwie pary. Bradley i Brent szli kilka metrów z przodu, a za nimi podążali Mark i Bill. Bill nadal nie czuł się najlepiej i poruszał się wolniej od pozostałych. Mark zauważył, że przyjaciel zostaje z tyłu, dlatego zwolnił i zapytał, czy wszystko jest w porządku. Bill odpowiedział, że jest tylko zmęczony.
15:14
Mark został przy nim, żeby nie musiał wracać sam. W pobliżu Garcia's, lokalu miszczącego się w parterowym budynku z czerwonej i szarej cegły, Mark pożegnał się z poznaną wcześniej dziewczyną. Chwilę później Bill odszedł za drzewo, podążając za potrzebą. Wtedy usłyszał męski głos. Nieznajomy zwrócił się do Marka po angielsku i zapytał – hej, czy ja cię skądś nie znam? Jednak Bill nie obejrzał się wtedy za siebie. Przez cały weekend spotykali osoby znane ze szkoły i studiów, dlatego założył, że Mark ponownie natknął się na któregoś z dawnych znajomych.
15:51
Nie było go najwyżej dwie minuty, ale kiedy wrócił, Marka już tam nie było. Bill uznał, że przyjaciel ruszył w stronę granicy. Sam również poszedł więc na most, gdzie czekali Bradley i Brent. Szybko okazało się jednak, że żaden z nich nie widział Marka. Zaczęli go wołać i rozglądać się wśród przechodzących ludzi. Podejrzewali, że mógł ich wyprzedzić i samodzielnie przejść na stronę Stanów Zjednoczonych. Wrócili więc do Brownsville, licząc, że zastaną go przy zaparkowanym samochodzie.
16:24
Marka jednak tam nie było. Bradley i Brent pozostali w pobliżu mostu, aby przyjaciel nie minął ich podczas powrotu. Bill ponownie wszedł do Matamoros i zaczął sprawdzać ulice oraz lokale, w których bawili się tego wieczoru. Zaglądał również do innych barów w okolicy. Ponieważ znali Markę od lat, wiedzieli, że gdyby chciał zostać w mieście albo odejść z nowo poznaną osobą, najpierw powiedziałby im o swoich planach. Nie zostawiłby ich bez słowa i nie pozwolił, żeby godzinami na niego czekali.
16:58
W końcu około 5 nad ranem wrócili na wyspę. Wciąż liczyli, że Mark znalazł inny transport i dotarł do hotelu przed nimi. Kiedy weszli do pokoju, przyjaciela jednak tam nie było. Położyli się, mając nadzieję, że wkrótce się pojawi. Tak się jednak nie stało. Kiedy kilka godzin później się obudzili, mężczyzny nadal nie było.
17:22
Cała trójka zrezygnowała z plaży i wszystkich zaplanowanych atrakcji. Siedzieli w hotelowym pokoju i próbowali ustalić, co mogło się wydarzyć. Najbardziej prawdopodobne wydawało im się, że przyjaciela zatrzymała meksykańska policja.
17:38
Wrócili więc do Matamoros i zgłosili się do amerykańskiego konsulatu. Wicekonsul próbował ich uspokoić. Podejrzewał, że Mark trafił do aresztu, odsypia noc po alkoholu albo odszedł z poznaną dziewczyną. Obiecał sprawdzić miejscowe więzienia i szpitale, a przyjaciołom polecił wrócić do hotelu i czekać na wiadomość.
18:00
Bradley, Bill i Brent nie zamierzali jednak siedzieć bezczynnie. Przeszukiwali ulice i załóki Matamoros, a także odwiedzali miejscowe komisariaty. Nigdzie nie znaleźli jednak żadnej informacji o Marku. Tamtejsi funkcjonariusze nie uznali jego zaginięcia za szczególnie niepokojące. W czasie przerwy wiosennej młodzi Amerykanie regularnie tracili kontakt ze znajomymi, a później odnajdowali się w innym hotelu albo u nowo poznanych osób. Zazwyczaj wracali po kilku dniach, nie pamiętając dokładnie, co robili po wyjściu z klubu.
18:34
Według informacji pojawiających się wówczas w mediach, od początku 1989 roku w Matamoros zgłoszono już około 60 zaginięć. W mieście pełnym turystów sprawy te nie zawsze od razu uruchamiały poważne poszukiwania.
18:51
Przyjaciele Marka byli jednak pewni, że tym razem nie chodziło o przedłużoną imprezę. Brent znał go od przedszkola. Wiedział, że Mark nie tylko nie odszedłby bez słowa, ale też znalazłby sposób, żeby przekazać im wiadomość.
19:05
Nie wiedząc za bardzo, co mają robić dalej, zdecydowali, że wrócą na stronę Stanów Zjednoczonych.
19:12
Wtedy też uznali, że zgłoszą się o pomoc do policji na South Padre Island. Tylko, że niestety usłyszeli tam, że amerykańscy funkcjonariusze mają ograniczone możliwości, ponieważ Mark zaginął po drugiej stronie granicy. Jeszcze tego samego dnia pojechali więc do biura szeryfa hrabstwa Cameron w Brownsville. Tam o zniknięciu Marka opowiedzieli porucznikowi George'owi Gavito.
19:38
Policjant również zapytał, czy 21-latek mógł odejść z dziewczyną, z którą rozmawiał przed powrotem. Bradley, Bill i Brent stanowczo to wykluczyli. Mark sam się przecież z nią pożegnał i dołączył do grupy. Gdyby później zmienił plany, na pewno by im o tym powiedział. Gavito przyjął zgłoszenie o zaginięciu. Następnie nie mając żadnego planu, regularnie mężczyźni wracali do hotelu, za każdym razem licząc, że Mark będzie już tam na nich czekał. Mijały jednak kolejne godziny, a 21-latek nie zadzwonił ani nie pojawił się w żadnym ze sprawdzanych miejsc.
20:14
Około godziny 23.00 cała trójka zdecydowała, że nie mogą już dłużej czekać. Zadzwonili wtedy do Jamesa i Helen, rodziców Marka, i powiedzieli im, że ich syn zaginął w Meksyku. Dla Billa była to jedna z najtrudniejszych rozmów w jego życiu. Dopiero kiedy musiał powiedzieć na głos, że od niemal doby nie wiedzą, gdzie znajduje się Mark, w pełni dotarła do niego powaga tej sytuacji.
20:41
Poprosił też rodziców przyjaciela, aby sami skontaktowali się z amerykańskim konsulatem. Liczył, że urzędnicy potraktują ich poważniej niż grupę studentów spędzających przerwę wiosenną. James i Helen od razu wiedzieli, że brak kontaktu nie jest podobny do ich syna. Mark nie należał do osób, które podczas imprezy traciły kontrolę albo bez zastanowienia odchodziły z przypadkowo poznanymi ludźmi. Gdyby mógł, zadzwoniłby do rodziny lub znalazł sposób, aby przekazać wiadomość przyjaciołom.
21:15
Rodzice zaczęli kontaktować się więc z kolejnymi służbami. Helen zadzwoniła do Straży Granicznej oraz Policji w Brownsville. Próbowała również porozumieć się bezpośrednio z komisariatem w Matamoros. Nikt nie chciał albo nie potrafił jednak rozmawiać z nią po angielsku, a połączenie dwukrotnie przerwano.
21:34
James zwrócił się do swojego brata Kenna. Był on nie tylko wujkiem i ojcem chrzestnym Marka, ale również agentem amerykańskiej służby celnej w Los Angeles. Dzięki zawodowym kontaktom mógł szybko dotrzeć do osób pracujących w pobliżu granicy. Gens kontaktował się z Johnem Hensleyem, zastępcą regionalnego komisarza służby celnej. Ten z kolei zadzwonił do Orananeka, agenta odpowiedzialnego za działanie tej służby w Brownsville. Jeszcze tego samego dnia porucznik George Gavito otrzymał informację o zaginięciu zarówno od policji South Padre Island, jak i od Orananeka.
22:13
Obaj mężczyźni spotkali się z przyjaciółmi Marka w biurze szeryfa Hrabstwa Cameron i zaczęli organizować poszukiwania.
22:21
Do pierwszego zespołu weszło czterech zastępców szeryfa oraz sześciu funkcjonariuszy Straży Granicznej. Nie minęło jeszcze 30 godzin od zniknięcia Marka, ale sprawdzanie aresztów, szpitali i miejsc, w których mógł przebywać, rozpoczęło się po obu stronach granicy. Meksykańskie służby zapewniały, że w tamtejszych aresztach nie przebywa żaden obywatel Stanów Zjednoczonych. Gavito nie uwierzył w tę odpowiedź. W okresie przerwy wiosennej zatrzymania amerykańskich studentów zdarzały się zbyt często, aby w żadnej celi nie znajdował się ani jeden z nich.
22:58
Porucznik zaczął samodzielnie weryfikować te informacje. Odnalazł studenta Uniwersytetu Miami, którego przetrzymywano w Meksyku, bez sporządzenia oficjalnego dokumentu przyjęcia do aresztu. Nie był to jednak Mark. Funkcjonariusze sprawdzali również przeszłość zaginionego i jego trzech przyjaciół. Nie znaleźli niczego, co wskazywałoby na narkotyki, działalność przestępczą albo konflikt, mogący tłumaczyć zniknięcie 21-latka. Bill i Bradley wrócili następnie do Matamoros razem z Oranem Nekiem.
23:30
Tym razem mieli dokładnie odtworzyć trasę, którą pokonali podczas ostatniego wieczoru i pokazać agentowi miejsce, w którym Mark po raz ostatni stał obok jednego z nich.
23:42
Największym problemem pozostawała granica. Amerykańscy funkcjonariusze nie mogli samodzielnie prowadzić śledztwa w Matamoros, czyli mieście, w którym Mark był widziany po raz ostatni. Meksykańska policja początkowo próbowała sugerować, że 21-latek mógł zniknąć dopiero po powrocie do Teksasu. Jego przyjaciele stanowczo temu zaprzeczali. Mark nie dotarł z nimi do mostu i nie czekał przy samochodzie po amerykańskiej stronie. Wszystko wskazywało na to, że zaginął jeszcze w Matamoros.
24:13
Sprawa szybko stała się problemem także dla miejscowych władz. Tysiące studentów przyjeżdżały do miasta, zostawiając pieniądze w barach, klubach i restauracjach. Zaginięcie amerykańskiego turysty mogło ich odstraszyć i poważnie zaszkodzić miejscowej branży rozrywkowej.
24:30
Rosnące naciski sprawiały, że w ciągu 48 godzin do poszukiwań włączyły się meksykańskie służby stanowe i federalne. Rozpoczęły współpracę z zespołem działającym w Brownsville. Po obu stronach granicy sprawdzano hotele, szpitale, areszty i kostnice. Nigdzie jednak nie znaleziono marka.
24:50
Po tym jak Bill i Bradley pokazali Joranowi Nickowi trasę, którą przeszli w noc zaginięcia, uznano, że szczególnie ważne są wspomnienia Billa, ponieważ to on jako ostatni znajdował się obok Marka. Dlatego też 16 marca, dwa dni po zaginięciu mężczyzny, Billa poddano hipnozie. Śledczy liczyli, że w ten sposób uda mu się przypomnieć szczegóły, na które wcześniej nie zwrócił uwagi.
25:15
Podczas sesji Bill opisał młodego latynosa stojącego w pobliżu Garcias. Mężczyzna był ubrany w niebieską koszulę w kratę, a na jego policzku znajdowała się blizna albo świeża rana. Billowi skojarzyła się ze śladem, jaki podczas bójki mógł pozostawić pierścionek. Nieznajomy wykonał w stronę Marka gest, jakby chciał go przywołać do siebie. Następnie zwrócił się do niego po angielsku i zapytał, hej, czy ja cię skądś nie znam? Bill widział tę sytuację jedynie przez moment.
25:47
Nie potrafił powiedzieć, czy Mark odpowiedział, ani co wydarzyło się później. Na podstawie jego wspomnień śledczy zaczęli rozważać, czy nieznajomy zwabił Marka w pułapkę.
25:59
Jedna z hipotez zakładała, że 21-latek został porwany dla okupu, a później plan sprawców z nieznanego powodu się nie powiodł. Nikt jednak nie skontaktował się z rodziną ani nie zażądał pieniędzy za jego uwolnienie. Tymczasem każdego dnia przez Matamoros przewijały się kolejne tysiące amerykańskich studentów. Jeśli Mark rzeczywiście padł ofiarą przestępstwa, ci sami ludzie mogli zaatakować ponownie.
26:27
Presja na policję rosła, ale poszukiwania nadal nie przenosiły żadnych rezultatów. Zaginięcie szybko zainteresowało teksańskie media. Zaledwie kilka dni po zniknięciu 21-latka o sprawie pisały już lokalne gazety. Rodzice Marka wyznaczyli 5 tysięcy dolarów nagrody za informację, która pozwoli odnaleźć ich syna. James i Helen coraz bardziej obawiali się, że Mark został porwany. Nie wierzyli, że celował nik kontaktu. Helen ponownie podkreślała, że syn był zbyt odpowiedzialny, aby nie zadzwonić do rodziny albo przynajmniej nie przekazać wiadomości swoim przyjaciołom.
27:06
Każdy kolejny dzień bez żadnego śladu tylko wzmacniał ich najgorsze obawę. Śledczy rozważali kilka możliwych wersji wydarzeń. Mark mógł zostać napadnięty i obrabowany albo przypadkowo znaleźć się w centrum porachunków związanych z handlem narkotykami. Funkcjonariusze przeszukiwali również ubogie dzielnice i nieformalne osiedla na obrzeżach Matamoros, które miały opinie szczególnie niebezpiecznych.
27:35
Oran Neck ponownie udał się do amerykańskiego konsulatu. Jego dyrektor poinformował go, że oficjalnie zgłoszenie musi złożyć ktoś z rodziny zaginionego. Zapowiedział też, że jeśli Mark nie odnajdzie się w ciągu kilku dni, konsulat być może szerzej zaangażuje się w poszukiwania. James Kilroy przyjechał więc do Brownsville i dopełnił wymaganych formalności. Podczas rozmowy dyrektor amerykańskiego konsulatu ostrzegł go, że miejscowej policji nie można w pełni ufać.
28:06
Funkcjonariusze w Matamoros zarabiali wówczas około 150 dolarów miesięcznie, dlatego część z nich przyjmowała łapówki od przemytników i członków karteli. Nie dało się wykluczyć, że korupcja utrudnia poszukiwania albo sprawia, że ważne informacje są przed Amerykanami ukrywane. James postanowił więc osobiście dopilnować, aby sprawa jego syna nie została zignorowana. Każdego dnia przez wiele godzin rozmawiał z funkcjonariuszami, pozostawał w kontakcie z miejscowymi dziennikarzami i pytał o postępy poszukiwań.
28:40
Razem z ochotnikami rozdawał ulotki ze zdjęciem Marka, przede wszystkim na wyspie, na którą przyjechali w Brownsville oraz po drugiej stronie granice. Rodzina liczyła, że wśród tysięcy studentów bawiących się tamtej nocy w Matamoros znajdzie się ktoś, kto widział, co wydarzyło się po tym, jak Bill stracił Marka z oczu. W tym czasie Helen pozostawała w rodzinnym domu w Santa Fe. Niemal nie odchodziła od telefonu, czekając na wiadomość od policji, świadków albo samego Marka.
29:10
Była przekonana, że syn żyje, ale ktoś przetrzymuje go wbrew jego woli. Jednocześnie towarzyszyło jej trudne do wyjaśnienia przeczucie, że właśnie dzieje mu się krzywda. Siły szukała w wierze, czytała Biblię i powtarzała sobie, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Publicznie zwróciła się również do osób, które mogły uprowadzić jej syna. Zapewniła, że rodzina nie czuje do nich gniewu i chce tylko odzyskać Marka. Obawiała się, że rosnące zainteresowanie mediów wystraszy porywacze i sprowokuje ich do zrobienia mu krzywdę.
29:46
Do soboty 18 marca poszukiwania prowadzono już na dużą skalę. Policyjny śmigłowiec sprawdzał brzegi Rio Grande, a funkcjonariusze w samochodach terenowych przeszukiwali porośnięte za roślami obszary po obu stronach granicy. Zabezpieczano również podejrzane pojazdy i szukano w nich śladów krwi. W działania zaangażowało się kilka amerykańskich i meksykańskich służb. Wciąż brano pod uwagę porwanie dla okupu. Mijały jednak kolejne dni, a nikt nie skontaktował się z rodziną i nie zażądał pieniędzy.
30:20
Coraz bardziej prawdopodobne wydawało się to, że Mark został zabity, a jego ciało ukryto poza miastem.
30:28
Niepokój wzmacniało informacje o innych brutalnych przestępstwach popełnionych w tej samej okolicy. Do placówki medycznej w Brownsville trafił ciężko pobity student, który został napadnięty niedaleko lokali odwiedzonych przez Marka i jego przyjaciół. Po drugiej stronie ulicy, od miejsca zaginięcia 21-latka, trzech mężczyzn napadło na młodą Amerykankę. W pobliżu Mostu Granicznego zamordowano również meksykańskiego kierowcę ciężarówki.
30:58
Wszystkie te przestępstwa wydarzyły się w promieniu zaledwie kilku przecznic od miejsca, w którym Bill po raz ostatni widział Marka. Do tej pory przesłuchano 15 osób znanych z działalności przestępczej w Matamoros, m.in. gierząkowców i handlarzy narkotyków. Śledczy sprawdzali, czy któreś z nich mogło mieć związek z zaginięciem albo wiedzieć coś o przemocy wymierzonej w amerykańskich studentów. Gavito i Neck zaczęli się również zastanawiać, czy w zniknięcie Marka mógł być zamieszany miejscowy policjant.
31:32
Zwykły napastnik prawdopodobnie nie zadbałby tak skutecznie o ukrycie ciała. Funkcjonariusz znałby natomiast sposób działania służb i wiedział, gdzie skierują pierwsze poszukiwania. Nadal była to jednak tylko jedna z wielu hipotez, a śledcze nie mieli dowodów wskazujących na konkretnego policjanta.
31:53
W kolejnych dniach do Jamesa w Brownsville dołączyli Helen i Keith, brat Marka. Rodzina wraz z ochotnikami rozprowadziła około 20 tysięcy lotek ze zdjęciem Marka w całej dolinie Rio Grande. Kilroyowie spotkali się także z przedstawicielami gubernatora i prokuratora generalnego Teksasu, starając się nie dopuścić do osłabienia poszukiwań. Sprawa poruszyła mieszkańców regionu. Wielu z nich miało dzieci, które podczas przerwy wiosennej również jeździły do Matamoros. Zegnienie Marka przestało być postrzegane wyłącznie jako tragedia jednej rodziny.
32:28
Ludzie zdali sobie sprawę, że na jego miejscu mógł znaleźć się niemal każdy z młodych Amerykanów przekraczających granicę. Podczas lokalnych zbiórek udało się zgromadzić kolejne 10 tysięcy dolarów. W ten sposób nagroda za informacje wzrosła do 15 tysięcy. Matamoros, gdzie wiele osób zarabiało wówczas zaledwie 2 albo 3 dolary dziennie, była to ogromna suma. Mimo to nowe tropy zaczęły się kończyć. 21 marca, tydzień po zaginięciu Marka, śledztwo znalazło się w martwym punkcie.
33:01
Amerykańscy funkcjonariusze nadal współpracowali z meksykańskimi służbami, ale żadne zgłoszenie nie przybliżyło ich do ustalenia, co wydarzyło się z 21-latkiem.
33:13
Kilroyowie zwrócili się więc do twórców programu America's Most Wanted. Jego prowadzący John Walsh dobrze rozumiał sytuację rodziny. Jego własny syn został uprowadzony i zamordowany 8 lat wcześniej.
33:28
Walsh obiecał nagłośnić zaginięcie Marka. Poradził też Jamesowi i Helen, aby w najtrudniejszych chwilach zwracali się ku sobie, a nie oddalali. Wiedział, że niepewność, poczucie winy i rozpacz bardzo często niszczyły relacje rodziców zaginionych dzieci.
33:46
26 marca America's Most Wanted wyemitowało 10-minutowy materiał o zaginięciu Marka. Program pokazano za pośrednictwem około 130 lokalnych stacji telewizyjnych w całych Stanach Zjednoczonych, a nagranie przekazano również do emisji w Meksyku. Jeszcze tego samego wieczoru na ogólnokrajową infolinię zadzwoniły 82 osoby. Kolejnych 7 zgłoszeń odebrano bezpośrednio w rejonie Brownsville, w tym jedno z Matamoros.
34:17
W następnych dniach liczba telefonów gwałtownie wzrosła. Do 28 marca wpłynęło ponad 1300 zgłoszeń, a ostatecznie po emisji programu odnotowano ich około 2000.
34:30
Każde zostało sprawdzone, ale żadne nie doprowadziło do marka. Jedni informatorzy twierdzili, że widzieli go na meksykańskich plażach, inni u boku nieznanej kobiety. Pojawiały się również informacje, według których 21-latek był gdzieś przetrzymywany i nie mógł swobodnie się poruszać. Żadnej z tych relacji nie udało się potwierdzić.
34:53
Znacznie bardziej niepokojący sygnał pochodził od Meksykanki, która wskazała na swojego partnera, policjanta z Matamoros. Kobieta twierdziła, że funkcjonariusz zatrzymał pijanego Amerykanina odpowiadającego rysopisowi Marka, a następnie próbował wymusić od niego pieniądze. Kiedy mu się to nie udało, miał zastrzelić zatrzymanego.
35:17
Ze względu na korupcję w miejscowej policji śledczy nie mogli zignorować tej informacji. Zainteresowali się funkcjonariuszem utrzymującym kontakty ze środowiskiem przestępczym, ale po dokładnym sprawdzeniu wykluczyli jego udział w zaginięciu Marka. Wśród napływających zgłoszeń zaczęły się także pojawiać zmianki o rytuałach okultystycznych i składaniu ofiar. Na policję dostarczono list pokryty pentagramami oraz innymi symbolami. Zapisano w nim po hiszpańsku tylko jedno zdanie – Mark nie był pierwszy.
35:51
W tym samym okresie śledczy otrzymali fotografię betonowego przepustu w Matamoros, którego ściany pokrywało graffiti. Wśród napisów znajdowało się zdanie – Mark Kilroy był pierwszy. Nie udało się ustalić, kto je pozostawił, ani czy miało jakikolwiek związek ze sprawą.
36:12
Dwa niemal przeciwstawne komunikaty sugerowały, że ktoś wiedział więcej o losie zaginionego. Równie dobrze mogły być jednak makabrycznym żartem osób wykorzystujących rozgłos sprawy. Śledczy nadal nie mieli dowodu, że którykolwiek z napisów pozostawił człowiek naprawdę związany ze zniknięciem Marka. Po niemal dwóch tygodniach spędzonych w Brownsville, Kilroyowie zdecydowali się wrócić do domu w Santa Fe. Helen przyznała, że była to niezwykle trudna decyzja, ponieważ chcieli wrócić razem z synem.
36:46
Policja zapewniła jednak rodzinę, że ich wyjazd nie wpłynie na intensywność poszukiwań.
36:53
Nie wiedzieli wtedy, że 1 kwietnia meksykańscy policjanci natrafili na zupełnie inny trop. Początkowo nic nie wskazywało na to, aby miał jakikolwiek związek z zaginionym Amerykaninem. Tego dnia funkcjonariusze ustawili punkt kontrolny na drodze federalnej nr 2 w pobliżu Matamoros. Zatrzymywali przejeżdżające samochody i sprawdzali, czy nie przewożą narkotyków. Późnym popołudniem do posterunku zbliżył się czerwony pikap jadący od strony Teksasu. Kierowca zignorował znaki oraz uzbrojonych policjantów nakazujących mu się zatrzymać.
37:28
Zamiast zwolnić przejechał przez punkt kontrolny. Jeden z funkcjonariuszy rozpoznał siedzącego za kierownicą 20-letniego Serafina Hernandeza Garcia, częstego gościa baru w centrum Matamoros. Młody mężczyzna miał opinię aroganckiego awanturnika, ale znacznie ważniejsze były jego rodzinne powiązania. Hernandesowie od lat zajmowali się przemytem narkotyków. Policjanci ruszyli za pikapem nieoznakowanym samochodem. Po około 30 kilometrach Serafin skręcił na niewielkie ranczo Santa Elena.
38:02
Funkcjonariusze zatrzymali się przy głównej drodze i przez kolejne pół godziny obserwowali posesję z oddali. Kiedy Serafin wyjechał, policjanci ruszyli prowadzącą na ranczo polną drogą. Na końcu zobaczyli duży magazyn z blachy falistej, niewielką drewnianą chatę, zagrody dla zwierząt oraz kilka nowych, drogich samochodów i pick-upów. Liczba luksusowych pojazdów nie pasowała do skromnego gospodarstwa. Funkcjonariuszy powitał opiekun rancha, który przedstawił się jako Domingo Reyes Bustamente.
38:37
Policjanci udawali zagubionych kierowców, proszących o wskazanie drogi.
38:41
Podczas gdy jeden z nich zajmował Dominga rozmową, drugi przyjrzał się stojącemu w pobliżu niebieskiemu szewroletowi Suburbanowi.
38:51
Samochód miał wbudowany telefon, który w 1989 roku był kosztownym luksusem. Wewnątrz policjant zauważył ślady marihuany oraz cementową figurkę o spiczastej głowie i twarzy ozdobionej muszlami. Domingo stawał się coraz bardziej nerwowy, dlatego funkcjonariusze postanowili nie ryzykować zdemaskowania i opuścili ręczo. Do tej pory uważali, że działalność Hernandesów stopniowo wygasa. To, co zobaczyli na Santa Elenie, wskazywało jednak na coś zupełnie innego.
39:23
Posesje objęto obserwacją, a kolejni agenci zaczęli ustalać skalę przestępczej działalności rodziny. W czasie, gdy meksykańska policja obserwowała rancho, kilorojowie otrzymali telefon, który dał im nową nadzieję.
39:40
4 kwietnia zadzwonił do nich mężczyzna przedstawiający się jako Danny. Twierdził, że wiedział marka żywego w Houston. Według niego 21-latek był przetrzymywany w domu handlarza narkotyków, niedaleko ośrodka dla nieletnich. Mężczyzna ponownie zadzwonił około drugiej w nocy. Zażądał 2000 dolarów za pierwsze informacje oraz kolejnych 8000 po ich potwierdzeniu. Helen zgodziła się zapłacić i natychmiast powiadomiła policję. Do spotkania miało dojść 5 kwietnia o 17 przy automatach telefonicznych obok stacji Exxon na skrzyżowaniu Broadwayu i 61 ulicy w Galveston.
40:19
Helen czekała z dwoma tysiącami dolarów w gotówce, a funkcjonariusze obserwowali okolice z ukrycia. W pewnym momencie obok niej stanęła nieznajoma kobieta. Po chwili podeszło do niej dwóch mężczyzn. Zamienili kilka słów, po czym cała trójka odeszła. Nikt nie zwrócił się do Helen ani nie próbował odebrać pieniędzy. Jeszcze tego samego wieczoru telefon zadzwonił ponownie. Tym razem rozmówca przedstawił się jako junior. Wiedział też, że okolice stacji obserwowała policja, ale twierdził, że pierwsze spotkanie było jedynie próbą.
40:54
Zachowanie Helen miało go przekonać, że naprawdę jest gotowa zapłacić za informację o synu. Wyznaczył kolejne spotkanie na 6 kwietnia, także o godzinie 17. Helen tym razem miała czekać na cmentarzu przy skrzyżowaniu Broadwayu i 43 ulicy. Rozmówca zagroził, że jeśli ponownie zauważy policję albo ktokolwiek spróbuje go zatrzymać, odetnie Markowi palce i prześle je jego matce. Helen pojawiła się na cmentarzu o ustalonej godzinie.
41:25
Funkcjonariusze ponownie dyskretnie obserwowali okolice. W pewnym momencie przejechał obok niej pick-up, w którym znajdowali się ta sama kobieta i dwaj mężczyźni widziani poprzedniego dnia przy stacji benzynowej. Samochód jednak się nie zatrzymał i nikt nie zgłosił się po pieniądze. Policja ustaliła później, że telefony wykonywano z więzienia hrabstwa Galveston. Za próbą wyłudzenia stali Robert Miller i Walton Smith, którzy odbywali kary za włamania. Nie wiedzieli, gdzie znajduje się Mark.
41:56
Wykorzystali jedynie medialny rozgłos sprawy i rozpacz jego rodziców. Pomagały im trzy osoby pozostające na wolności. Becky Curado, jej mąż Elmer oraz Markedor González.
42:10
Becky była siostrą Wiltona Smitha. To właśnie całą trójkę Helen widziała w pobliżu obu miejsc wyznaczonych na przekazanie pieniędzy. Jak się okazało dla Roberta Millera, nie była to pierwsza próba wyłudzenia. Wcześniej wykorzystał zaginięcie 19-letniej Shirley Sykes, która 24 maja 1986 roku nie wróciła do domu po zakończeniu pracy w restauracji w Galveston. Jej niebieskiego Forda Pinto odnaleziono na drodze dojazdowej do autostrady numer 45.
42:43
Samochód ugrząsł w błocie, szyba od strony kierowcy była rozbita, a na drzwiach i siedzeniu znajdowały się ślady krwi. Ciała Shirley nigdy nie odnaleziono. Dwa lata później Miller zażądał od jej rodziny 2000 dolarów w zamian za mapę prowadzącą do szczątków dziewczynę. Nie posiadał żadnych informacji i został oskarżony o przekazanie fałszywego zgłoszenia. Mimo to, w sprawie Marka postanowił zastosować niemal identyczny schemat. Po ujawnieniu oszustwa, policja przeszukała Dombeki Jelmera Kuradów.
43:15
Funkcjonariusze znaleźli tam kokainę wartą około 30 tysięcy dolarów, 8 tysięcy dolarów w gotówce oraz pistolet kalibru .45.
43:25
Becky, jej mąż oraz Markedor Gonzales usłyszeli zarzuty związane z posiadaniem narkotyków. Cała trójka, razem z Robertem Millerem i Wiltonem Smithem, została również oskarżona o próbę rozboju. Nie postawiono im jednak federalnego zarzutu wymuszenia okupu, ponieważ nie mieli związku z uprowadzeniem Marka i jedynie udawali, że go przetrzymują. W czasie, gdy Kilroyowie mierzyli się z konsekwencjami tego okrutnego oszustwa, meksykańska policja nadal obserwowała rancho Santa Elena.
43:57
Funkcjonariusze wiedzieli już, że kierowca czerwonego pick-upa nie pojawił się tam przypadkowo. Hernandezowie od ponad 10 lat zajmowali się przemytem narkotyków. Co prawda nie należeli do najpotężniejszych organizacji w regionie, ale utrzymywali kontakty z ważnymi handlarzami. Każdego tygodnia mieli przewozić do Stanów Zjednoczonych blisko pół tony marihuany. Rodzinną działalność prowadzili początkowo ojciec Serafina oraz jego wuj Saul Hernandez. Serafin senior odpowiadał za operację po amerykańskiej stronie granicy, natomiast Saul kierował przemytem w Matamoros.
44:35
Zmieniło się to w 1987 roku, kiedy to Saul został zastrzelony przez konkurentów przed jedną z restauracji. Po jego śmierci przywództwo przejął jego brat Elio Hernandez Rivera, który kontynuował działalność m.in. z wykorzystaniem ręcza Santa Elena. Sam Serafin Hernandez Garcia był obywatelem Stanów Zjednoczonych i dorastał w Houston.
45:00
Dawni koledzy zapamiętali go jako spokojnego, pozornie zwyczajnego nastolatka. Interesował się bejsbolem, nosił markowe ubrania i lubił szybkie samochody. W 1986 roku ukończył liceum, a więc w tym samym roku co Mark. Później rozpoczął w Teksasie naukę na kierunku związanym z prawem karnym. Jednocześnie uczestniczył w przestępczej działalności swojej rodziny po drugiej stronie granicy.
45:28
Komendant Juan Benitez Ayla interesował się Hernandezami od kilku lat. Już w 1986 roku kierował nalotem na ogromną plantację marihuany należącą do Saula. Kiedy więc 1 kwietnia Serafin doprowadził policjantów na Santa Elena, komendant nie chciał zatrzymywać go od razu. Liczył, że obserwacja rancha pozwoli zidentyfikować pozostałych członków organizacji i poznać skalę jej działalności.
45:56
Sprawdzono również pochodzenie cementowej figurki zauważonej w niebieskim szewrolecie suburbanie. Przedstawiała aległe, postać związaną z afrokaraibskimi wierzeniami, uznawaną za opiekuna dróg i podróżnych. Składano jej dary z prośbą o ochronę podczas podróży. Na tym etapie policjanci potraktowali figurkę jedynie jako osobliwy przedmiot należący do przemytników. Nie wiedzieli jeszcze, jakie znaczenie nadawali jej ludzie spotykający się na Santa Elenie.
46:26
Rancho zajmowało blisko 40 hektarów i znajdowało się około 30 kilometrów na zachód od Matamoros. Na posesji stał duży magazyn z blachy falistej oraz niewielka chata o wymiarach około 4,5 na 7,5 metra. Jej okna zabito deskami, dach pokryto blachą, a ściany obito czerwoną papą. Wokół znajdowały się zagrody dla zwierząt oraz miejsca do parkowania samochodów. Przez kolejny tydzień policjanci obserwowali osoby pojawiające się na Santa Elenie i gromadzili materiał potrzebny do uzyskania nakazu przeszukania.
47:02
W niedzielę 9 kwietnia zdecydowali się wkroczyć na teren posesji. Podczas akcji funkcjonariusze zabezpieczyli około 29 kg marihuany oraz kilka sztuk broni. Zatrzymali też Serafina Hernandeza Garcia, jego wuja Elia Hernandeza Rivera, Davida Serne Valdeza i Sergia Martineza Salinasa. W ręce policji trafił również 29-letni opiekun Rencha, Domingo Reyes Bustamente. Na tym etapie wszystkich podejrzewano przede wszystkim o udział w handlu narkotykami.
47:36
Przesłuchania trwały do późnej nocy, ale zatrzymani nie chcieli odpowiadać na pytania. Zachowywali się spokojnie, jakby zabezpieczone narkotyki i broń nie robiły na nich większego wrażenia. Policjanci porozmawiali także z innym pracownikiem rancza, który nie należał do grupy zatrzymanych. Mężczyzna opowiedział o sytuacji, której był świadkiem mniej więcej trzy albo cztery tygodnie wcześniej. W niebieskim szewrolecie, suburbanie, zobaczył młodego, wysokiego mężczyznę o jasnych włosach. Nieznajomy miał zasłonięte oczy i skrępowane ręce.
48:09
Mówił po angielsku, dlatego pracownik rancha nie rozumiał jego słów. Wiedział jednak, że więzień nie znalazł się tam dobrowolnie. Przez całą noc przytrzymywano go w samochodzie. Opiekunowi zrobiło się go żal, więc przyniósł mu wodę i jedzenie. Następnego ranka ludzie zarządzający posesją zebrali więźnia. Świadek nie wiedział, co wydarzyło się z nim później. Kiedy policjanci pokazali mu fotografię Marka, rozpoznał go. Następnie wskazał niewielką chatę, stojącą kilkaset metrów dalej.
48:41
W tym momencie sprawa przestała dotyczyć wyłącznie przemytu narkotyków. Śledczy chcieli wiedzieć, dlaczego Mark został przywieziony na Santa Elena i gdzie znajdował się teraz. Podczas kolejnego przesłuchania Serafin w końcu zaczął mówić. Wyjaśnił, że zatrzymani należeli do grupy kierowanej przez Adolfa de Jesusa Constanza. Jego zwolennicy nazywali go Padrino, czyli ojcem chrzestnym i wierzyli, że posiada nadprzyrodzone zdolności.
49:10
Constanso przekonywał ich, że odpowiednio przeprowadzone rytuały zapewnią im bogactwo, siłę i odporność na obrażenia. Dla przemytników najważniejsza była jednak obietnica ochrony przed policją. Wierzyli, że dzięki składanym ofiarom funkcjonariusze nie będą w stanie ich zatrzymać, a pociski nie zrobią im krzywdy. Sraffin przyznał, że w ostatnich miesiącach Padrino nakazywał swoim ludziom składać ofiary z ludzi. Następnie, nie okazując większych emocji, powiedział, że jedną z nich był Mark Kilroy.
49:45
Po raz pierwszy od niemal miesiąca śledczy otrzymali informację, co mogło przydarzyć się mężczyźnie. Nadal nie wiedzieli jednak, gdzie ukryto jego ciało, ani ilu ludzi straciło życie na ranczu Santa Elena. We wtorek, 11 kwietnia, na rancho przyjechali funkcjonariusze z Meksyku i Stanów Zjednoczonych. Przywieźli ze sobą Serafina, który miał pokazać im miejsce odprawienia rytuałów oraz wskazać, gdzie pochowano Marka. Mężczyzna nadal zachowywał się spokojnie i nie okazywał strachu ani skruchy.
50:19
Jego obojętność rozwścieczyła część meksykańskich policjantów, którzy zaczęli bić go pałkami i pięściami.
50:28
W końcu Serafin zaprowadził śledczych do niewielkiej drewnianej chaty, stojącej obok dużego magazynu. Jeszcze przed przekroczeniem progu funkcjonariusze poczuli odór rozkładu. Niektórzy z meksykańskich policjantów bali się wejść do środka. Obawiali się nie tylko tego, co mogą tam znaleźć, ale również rzekomych kląt związanych z odprawianymi w chacie rytuałami.
50:52
Na podłodze paliły się dwie świece, co mogło wskazywać na to, że ktoś przebywał w tym pomieszczeniu chwilę przed przyjazdem policji. Być może jeszcze tego samego ranka. Wnętrze było wypełnione przedmiotami wykorzystywanymi podczas obrzędów. Na podłodze leżały bytelki pod ekili, niedopalone cygara, papryczki chili, monety i łupiny kokosów. Policjanci znaleźli również grubą taśmę izolacyjną, młotek, metalową ramę łóżka oraz maczetę pokrytą zaschniętą krwią.
51:24
Na ścianach i podłodze znajdowały się plamy krwi.
51:28
Z jednej z balek zwisały dwa zakrwawione druty. Straffin wyjaśnił, że służyły do podwieszania ofiar za nadgarstki, aby można było pozyskiwać ich krew. W chacie znajdowały się cztery kotły. Trzy mniejsze zawierały monety, złote koraliki, kości oraz szczątki kurczaków i kóz. Najważniejszy przedmiot stał na środku pomieszczenia. Był to duży, żelazny kocioł nazywany nganga, stanowiący centralny element obrzędów palo.
51:59
Osoby uczestniczące w rytuałach wierzyły, że może zamieszkać w nim dół zmarłego, który później pomaga podczas kolejnych ceremonii.
52:09
Nganga z Santa Eleny była wypełniana gęstą jeszeniną. Wewnątrz znajdowały się patyki, zioła, monety, podkowa, włosy, krew, głowa kozy, kurze łapy, skorupa żółwia oraz liczne kości. Niektóre ze szczątków wyglądały na ludzkie. W kotle umieszczono także kolejną figurkę – eległy.
52:32
Serafin powiedział funkcjonariuszom, że znajdował się tam także mózg Marka. Reakcja meksykańskich policjantów była gwałtowna. Kazali Serafinowi wynieść Enganga na zewnątrz, a następnie przeprowadzili własny rytuał, który miał odpędzić z rancza złe duchy. Strzelali z broni maszynowej w powietrze, polewali przedmioty wodą święconą i niszczyli wyposażenie chaty. Amerykańscy śledczy obserwowali to ze zdumieniem. Pomieszczenie mogło zawierać dowody pozwalające odtworzyć popełnione tę zbrodnię.
53:05
Tymczasem część przedmiotów zniszczono, zanim została dokładnie sfotografowana i zabezpieczona. Funkcjonariusze ze Stanów Zjednoczonych nie zdecydowali się jednak otwarcie przeciwstawić meksykańskim kolegom. Dopiero później zapytano Serafina, gdzie pochowano Marka. Mężczyzna wskazał narożnik jednego z kojców dla zwierząt. Z ziemi wystawał tam długi kawałek drutu. Serafin wyjaśnił, że przymocowano go do kręgosłupa ofiary. Gdy ciało ulegnie rozkładowi, członkowie grupy zamierzali wyciągnąć kości i wykonać z nich naszyjniki, które miały chronić ich przed niebezpieczeństwem.
53:43
Policjanci wręczyli Serafinowi łopatę i zmusili go, aby sam rozpoczął odkopywanie grobu. Pozostali zatrzymani również zostali sprowadzeni na ranczo i pod groźbą użycia broni kazano im wydobywać ciała. Funkcjonariusze zapowiedzieli, że jeśli będzie to konieczne, będą kopać nawet gołymi rękami.
54:04
Kiedy odsłonięto ciało Marka, jego usta nadal były zaklejone taśmą. Z tyłu czaszki znajdowała się rozległa rana, a mózg został usunięty. Obie nogi odcięto na wysokości kolan. Serafin wyjaśnił, że nie stanowiło to części rytuału. Nogi odcięto po to, aby łatwiej zmieścić ciało w płytkim, mającym około metra głębokości grobie. Nawet podczas odkopywania szczątków Serafin nie okazywał emocji.
54:33
Zamiast tego dziwił się, dlaczego policjanci poświęcają tak wiele uwagi właśnie temu miejscu. Po chwili wskazał inne fragmenty rancza i powiedział, że pod ziemią znajdują się kolejni ludzie. Funkcjonariusze zaczęli dokładniej przyglądać się nierównościom widocznym na powierzchni ziemi. Wkrótce zrozumieli, że niemal cały kojec skrywa grobę.
54:57
W samym ogrodzonym terenie odnaleziono siedem ciał. Kolejne szczątki znajdowały się w innych częściach Santa Eleny oraz na położonym niedaleko ranczu Los Leones, również związanym z rodziną Hernandesów. Łącznie odkryto piętnaście ofiar.
55:16
Wszyscy zamordowani byli mężczyznami, ich ciała zostały poważnie okaleczone. Z niektórych zdjęto skórę, a jedno było częściowo zwęglone. Trzech ofiar nigdy nie udało się zidentyfikować. Na tym etapie policja nadal nie wiedziała, czy odkryła wszystkie miejsca pochówku, a nie ilu ludzi mogło zginąć z rąk grupy Konstansa. Podczas konferencji prasowej w Brownsville szerb hrabstwa porównał Santa Elenę do ludzkiej rzeźni. Porucznik George Gavito, który od początku zajmował się zaginięciem Marka, przyznał, że przez 15 lat pracy jako śledczy nie widział równie makabrycznego miejsca.
55:54
Wiadomość o masowych grobach błyskawicznie obiegła świat. W ciągu dwóch dni dziennikarze zajęli niemal wszystkie pokoje hotelowe i samochody dostępne do wynajęcia w dolinie Rio Grande. W relacjach pojawiały się określenia takie jak satanistyczni przemytnicy i kanibale. Media informowały, że mózgi, serca oraz inne organy trafiały do rytualnego kotła, a później były spożywane przez członków grupy. Śledczy nie znaleźli jednak dowodów potwierdzających kanibalizm.
56:25
Sensacyjne nagłówki zaczęły wyprzedzać fakty, a zbrodnie popełnione na Santa Elenie mieszały się z plotkami, które dodatkowo potęgowały grozę całej sprawy.
56:36
W środę 12 kwietnia czterech zatrzymanych pokazano dziennikarzom na balkonie siedziby Meksykańskiej Federalnej Policji Sądowej w Matamoros. Pod budynkiem zgromadziły się setki reporterów, a spotkanie szybko zamieniło się w chaotyczne widowisko.
56:53
Elio Hernández Rivera przekonywał, że grupa działała zgodnie ze swoją religią. Nazywał siebie kapłanem i osobą wyznaczoną do przeprowadzania egzekucji. Jeden z policjantów odciągnął jego ubranie, pokazując nacięcia znajdujące się na rękach, klatce piersiowej i plecach.
57:12
Elio twierdził, że znaki te stanowiły jego, w cudzysłowie, licencję na zabijanie. Zatrzymani naprawdę wierzyli, że rytuały uczyniły ich odpornymi na działanie policji i broni. Serafin miał nawet sprowokować jednego z funkcjonariuszy, aby do niego strzelił. Zapewniał, że pociski jedynie odbiją się od jego ciała. Śledczy wiedzieli już jednak, że zatrzymani wykonywali polecenia kogoś innego. Przewódcą grupy był 26-letni Adolfo de Jesus Constanzo, zwany przez swoich zwolenników Padrino.
57:45
To on decydował o rytuałach i wyborze kolejnych ofiar. Gdy policja ustaliła jego rolę, Constanzo był już w drodze do miasta Meksyk. Uciekł razem z kilkorgiem najbliższych zwolenników, w tym Sarą Aldrete, swoją zastępczynią nazywaną Madriną. Rozpoczęły się poszukiwania człowieka, który stworzył wokół siebie grupę bezwzględnie wykonującą jego polecenia. Adolfo Constanzo urodził się w 1962 roku w Miami.
58:16
Jego ojciec zmarł, gdy chłopiec był niemowlęciem. Matka Dalia przeniosła się z nim do Portoryko, gdzie ponownie wyszła za mąż. W 1972 roku rodzina wróciła na Florydę.
58:28
Jeden z późniejszych partnerów Dali był związany z handlem narkotykami i praktykami okultystycznymi. Constanso od najmłodszych lat obserwował więc świat, w którym wierzenia religijne mieszały się z przestępczością i pragnieniem łatwego zysku. Matka była przekonana, że syn posiada nadprzyrodzone zdolności. To ona wprowadziła go w praktyki Santerii oraz Palo Mayombe, religii o afro-karaibskich korzeniach. Jako nastolatek Adolfo rozpoczął naukę u jednego z jej praktyków, a z czasem sam zaczął się przedstawiać jako Palero, a później Padrino.
59:04
Jego późniejsze zbrodnie nie były jednak częścią typowych praktyk wyznawców Palo. Adolfo wybierał elementy różnych wierzeń i łączył je z własnymi przekonaniami, przemocą oraz działalnością przestępczą. Stworzył system, w którym ludzkie cierpienie miało zapewnić pieniądze, władzę i ochronę przed policją.
59:24
Już w Miami rodzina budziła niepokój sąsiadów. Ludzie, którzy popadali z nią w konflikt, znajdowali przed domami pozbawione głów kozy i kurczaki. O pozostawianie zwierząt podejrzewano Dalię, którą część mieszkańców uważała za czarownicę. W 1984 roku Adolfo przeniósł się do miasta Meksyk. Próbował pracować jako model, a pieniądze zarabiał również na stawianiu tarota i przeprowadzaniu rytualnych oczyszczeń. Był przystojny, charyzmatyczny i potrafił przekonać ludzi, że naprawdę widzi ich przyszłość.
59:58
Z jego usług zaczęli korzystać lekarze, politycy, aktorzy, modele, muzycy, funkcjonariusze policji oraz handlarze narkotyków. Jedni prosili o miłość i pieniądze, inni o ochronę przed konkurencją albo wymiarem sprawiedliwości. Rytuały często obejmowały składanie ofiar ze zwierząt. Adolfo wykorzystywał koguty, kozy i węże, ale sięgał również po egzotyczne gatunki, m.in. zebry oraz młode lwy. Za zdobycie niektórych zwierząt płacił nawet kilka tysięcy dolarów.
60:32
Z czasem uznał, że ich krew nie zapewnia mu wystarczającej mocy. Zaczął plądrować cmentarze i zdobywać ludzkie kości, które dodawał do rytualnego kotła. Wierzył, że zamieszkujące go duchy będą służyły właścicielowi Nganga i chroniły go przed niebezpieczeństwem. Adolfo szybko zrozumiał również, jak wiele może zarobić na strachu przestępców.
60:54
Oferował handlarzom narkotyków rytuały, które miały chronić ich transporty, odstraszać konkurencję i zapewniać niewidzialność dla policji. Dzięki temu zdobywał pieniądze, kontakty i miał coraz większe wpływy. W 1987 roku zażądał od rodziny Calzadów jednego ze swoich najważniejszych klientów, połowy zysków oraz statusu pełnoprawnego wspólnika. Kiedy mu odmówiono, zaginęło siedem osób należących do rodziny i jej najbliższego otoczenia.
61:27
Ich okaleczone ciała odnaleziono później w kanale. Ofiarom usunięto m.in. palce, uszy i fragmenty mózgów, a jednej również kręgosłup. Śledczy powiązali tę zbrodnię z Konstansem, ale nie został wtedy zatrzymany. W tym samym okresie poznał 22-letnią Sarę, wzorową studentkę związaną towarzysko i uczuciowo z osobami zajmującymi się handlem narkotykami.
61:54
Jej znajomi zauważyli, że w krótkim czasie bardzo się zmieniła. Zaczęła niemal wyłącznie ubierać się na czarno, interesować rytuałami i mówić o mocy ciemności. W swoim pokoju w domu rodziców w Matamoros urządziła ołtarz, przed którym modliła się każdego wieczoru. Adolfo nadał jej tytuł Madrina, czyli matki chrzestnej i uczynił swoją zastępczynią. Z niektórymi zwolennikami utrzymywał relacje seksualne, ale Sarę łączyła z nim przede wszystkim pozycja w grupie i wspólna władza nad pozostałymi członkami.
62:27
Właśnie ona pod koniec 1987 roku przedstawiła Constanza rodzinie Hernandesów.
62:35
Po zastrzeleniu Saula jej członkowie szukali sposobu, aby zabezpieczyć się przed konkurencją. Adolf obiecał, że jego rytuały pomogą rozwinąć interes, zniszczyć wrogów i zapewnić rodzinie nietykalność. W zamian zażądał połowy dochodów oraz udziału w kierowaniu działalnością. Hernandezowie zgodzili się na te warunki.
62:57
Na początku 1989 roku Elio, Serafin i kilku kolejnych mężczyzn przeszli rytuały inicjacyjne obejmujące zabijanie zwierząt. Niedługo później ich przestępczy interes zaczął przynosić większe zyski. Uznali to za dowód, że obiednice Adolfo są prawdziwe. Głównym miejscem spotkań grupy stało się Rancho Santa Elena. To właśnie tam rytuały zaczęły obejmować ludzi. Adolfo przekonywał zwolenników, że im większe strach i ból ofiary, tym więcej mocy otrzymają uczestnicy ceremonii.
63:32
Dlatego przed śmiercią więźniowie byli okaleczani i wykorzystywani seksualnie.
63:38
Przez około 9 miesięcy ofiarami padali głównie konkurencyjni handlarze narkotyków oraz osoby, które naraziły się Hernandezom albo Constansowi. Kiedy jeden z planowanych celów zorientował się, co ma się wydarzyć, wyciągnął broń i został natychmiast zastrzelony. Pedrino uznał, że śmierć nastąpiła zbyt szybko, aby rytuał miał odpowiednią moc. Elio rozkazał więc swoim ludziom porwać pierwszą napotkaną osobę. Przyprowadzili wtedy chłopaka z workiem założonym na głowę.
64:11
Elio odciął mu głowę, zanim sprawdził jego tożsamość. Dopiero później odkrył, że zabił własnego, 14-letniego kuzynę.
64:21
W lutym 1989 roku grupa ukradła konkurencyjnym przemytnikom około 800 kg marihuany. Aby transport bezpiecznie przekroczył Rio Grande, Constanzo zażądał kolejnej ofiary z człowieka. Rytuał miał się odbyć w marcu na ranczu Santa Elena. To właśnie wydarzenia, które nastąpiły później, doprowadziły ludzi Constanza do poszukującego drogi powrotnej Marka Kilroja.
64:49
Dopiero zeznania członków grupy pozwoliły odtworzyć, dlaczego spośród tysięcy studentów bawiących się w Matamoros wybrano właśnie jego i co wydarzyło się po tym, jak Bill stracił go z oczu.
65:03
13 marca na Santa Elenę przywieziono handlarza narkotyków. Członkowie grupy kolejno go bili, kopali i ranili, ale mężczyzna nie krzyczał. Jego milczenie rozwścieczyło Adolfo, który uważał, że strach i cierpienie ofiary są niezbędne, aby rytuał zapewnił uczestnikom oczekiwaną moc. Adolfo zaczął zdzierać z więźnia skórę. Kiedy także to nie wywołało krzyku, zabił go maczetą i uznał ofiarę za bezwartościową. Zżądał, aby jeszcze tej samej nocy przyprowadzono mu kogoś innego.
65:36
Chciał młodego człowieka, który będzie się bał i którego mózg można będzie dodać do Enganga.
65:43
Według późniejszych zeznań polecił swoim ludziom znaleźć kogoś, kto będzie krzyczał. Około 1.30 w nocy Serafin Hernández Garcia i Malio Fabio Ponche Torres pojechali do centrum Matamoros. Wcześniej mieli zwrócić uwagę na dwóch innych mężczyzn, ale obu udało się od nich oddalić. Wtedy w pobliżu Garcia zauważyli wysokiego, jasnowłosego Marka. Serafin uznał, że młody Amerykanin spodoba się Padrino.
66:13
Dokładny przebieg porwania nie jest całkowicie jasny. Jedna z wersji mówiła, że mężczyźni zaproponowali Markowi podwiezienie do Brownsville, a on wsiadł do samochodu, sądząc, że wróci dzięki temu do przyjaciół. Częściej pojawiała się jednak relacja, według której sprawcy zwabili go w pobliże pick-upa, a następnie siłą wciągnęli do środka. Mark próbował się bronić. Po przejechaniu kilku przecznic wyrwał się porywaczom i zaczął uciekać w kierunku granicy. Nie dotarł jednak do mostu.
66:44
Drogę odciął mu niebieski Chevrolet Suburban, którym nadjechali David Serna Valdez i Sergio Martinez Salinas.
66:53
Mężczyźni zagrozili Markowi bronią. W jednej z relacji podawali się również za policjantów i przekonywali, że zatrzymują go za przebywanie w miejscu publicznym pod wpływem alkoholu. Obezwładnili 21-latka, skrępowali mu ręce i zakleili oczy taśmą. Następnie umieścili go w drugim samochodzie i wywieźli z Matamoros bocznymi ulicami przez tereny przemysłowe i obrzeża miasta. Na Santa Elena dotarli około 3 w nocy. Serafin podał Markowi wodę oraz krakersy i zapewniał, że nic złego mu się nie stanie.
67:28
Następnie zadzwonił do Sary i powiedział jej, że wykonali polecenie Adolfo. Mark spędził kolejne godziny w samochodzie. Niedługo po świcie zauważył go jeden z pracowników rancha. Mężczyzna przyniósł mu chleb, jajka i wodę, ale nie był w stanie z nim porozmawiać, ponieważ nie znał angielskiego.
67:48
Później mężczyznę przeniesiono do hamaka rozwieszonego pomiędzy drzewami. Mniej więcej 12 godzin po porwaniu na ranczu przyjechali Adolfo, Elio i kolejni członkowie grupy. Łącznie w rytuale miało uczestniczyć kilkunastu mężczyzn. Sara nie weszła do chaty. Adolfo uważał, że obecność kobiety podczas ceremonii przynosi pecha. Jej uczestnicy mieli natomiast odprawiać rytuał bez ubrań. Sprawcy ponownie zakleili Markowi oczy i usta, a następnie ze związanymi z tyłu rękami przeprowadzili go przez pole do drewnianej chaty.
68:24
Tam zmusili go, aby uklęknął przed Adolfo. To, co wydarzyło się później, znamy przede wszystkim z zeznań zatrzymanych członków grupy. Część z nich twierdziła później, że była bita i zmuszana przez meksykańską policję do przyznania się do winy. Poszczególne relacje różniły się więc w szczegółach, ale ich najważniejsze elementy pokrywały się z obrażeniami Marka i dowodami znalezionymi na ranczu.
68:50
Przez następne godziny 21-latek był torturowany i wykorzystywany. Serafin twierdził, że sam pozostawał na zewnątrz. W pewnym momencie usłyszał głuche uderzenie, które porównał do odgłosu rozłupywanego kokosa. Niedługo później Adolfo polecił mu wejść do chaty i wynieść ciało. Mark leżał nagi obok zakrwawionej maczety. Z tyłu jego głowy znajdowała się rozległa rana. Serafin wskazał Adolfo jako człowieka, który zadał śmiertelny cios w tył głowy i szyi.
69:23
Sprawcy usunęli mężczyźnie mózg i umieścili go w kotle. Jeden z uczestników miał również wyciąć jego serce, unieść je w górę i powiedzieć, że jego dusza umarła, a on sam nie jest już człowiekiem. Na polecenie Adolfo odcięto Markowi nogi powyżej kolan. Tak jak już wspominałam, nie stanowiło to części rytuału, a było jedynie praktycznym rozwiązaniem. Do kręgosłupa przymocowano długi drut, którego koniec pozostawiono nad ziemią. Tak jak opowiadał to Serafin, liczono, że kiedy ciało ulegnie rozkładowi, członkowie grupy będą mogli wykorzystać te kości, aby stworzyć z nich naszyjniki.
70:05
Następnie pochowali Marka w kojcu dla zwierząt. Byli przekonani, że nikt go nigdy tam nie znajdzie. Stało się jednak odwrotnie, bo determinacja rodziny Marka i skala prowadzonych poszukiwań doprowadziły policję na Santa Elena.
70:20
W sobotę 15 kwietnia w kościele Matki Bożej z Lourdes odbył się pogrzeb Marka. Żegnało go około tysiąca osób. Wśród przemawiających znalazł się jego młodsze brat Keith. Mówił o Marku jako o człowieku, który kochał życie i ludzi oraz obdarzał ich zaufaniem. To właśnie te cechy wykorzystali jego oprawcy.
70:42
Duchowny prowadzący uroczystość podkreślał, że śmierć Marka ujawniła zbrodnie, które w przeciwnym razie mogłyby trwać dalej. James i Hallen szukali pocieszenia w wierze. Byli przekonani, że syn w ostatnich chwilach życia mógł się modlić, a odnalezienie jego ciała pozwoliło ocalić kolejne osoby. Mark został pochowany na katolickim cmentarzu w Teksasie. Na nagrobku znalazły się słowa rodzina, dziękujące Bogu za to, jakim był człowiekiem i za czas, który mogli z nim spędzić.
71:15
Kilroyowie prosili, aby nie smucić się z powodu samego Marka, ponieważ wierzyli, że jest już z Bogiem. Żal miał dotyczyć tych, którzy pozostali i stracili człowieka, będącego przyjacielem dla każdego. Kilroyowie nie byli jednak jedyną rodziną zniszczoną przez grupę Konstansa. Bliscy niektórych pozostałych ofiar od dawna podejrzewali, że zaginieni nie żyją. Ich sprawy nie wzbudziły jednak podobnego zainteresowania policji i mediów. Dopiero zaginięcie amerykańskiego studenta uruchomiło poszukiwanie na skalę, która doprowadziła służby na Santa Elena.
71:51
Najmłodszą odnalezioną ofiarą był 14-letni Jose Luis Garcia Luna. Jego matka nie miała wcale pretensji do Kilroyów o to, że wcześniej cała uwaga skupiła się na Marku. Przeciwnie, przyznawała, że gdyby nie poszukiwania Amerykanina, jej syn oraz pozostali zamordowani prawdopodobnie nigdy nie zostaliby odnalezieni.
72:13
Odkrycie grobów nie oznaczało jednak końca sprawy. Adolfo Constanzo, Sara Aldrete i część ich najbliższych współpracowników wciąż pozostawali na wolności. Rozpoczęto międzynarodowe poszukiwania, a informacje o rzekomych miejscach ich popytu napływały nawet z Chicago. Poszukiwania szybko wywołały strach również po amerykańskiej stronie granicy. W jednej z lokalnych rozgłośni radiowych pojawiła się informacja, że Sarę widziano w pobliżu szkoły w południowym Teksasie.
72:43
Kobieta miała grozić, że za każdego zatrzymanego członka grupy porwie i zabije dziesięcioro dzieci. Część przerażonych rodziców nie posłała swoich pociech na zajęcia. Później jednak ustalono, że ostrzeżenie powstało na podstawie fałszywego telefonu. Nie znaleziono żadnego dowodu, że Sara rzeczywiście pojawiła się przy szkole albo wypowiedziała taką groźbę. Śledczy mieli problem z przewidzeniem kolejnego ruchu uciekinierów. Grupa działała po obu stronach granicy i dysponowała kontaktami w kilku amerykańskich miastach.
73:17
Dokumenty potwierdzały, że po pierwszych zatrzymaniach Constanso i jego najbliżsi współpracownicy przedostali się przez Texas do miasta Meksyk. Nie było jednak wiadomo, czy zamierzali tam zostać. Policja brała pod uwagę, że Padrino spróbuje dotrzeć do rodzinnego Miami. Mógł również wybrać Houston, gdzie łączono go z rozbitą rok wcześniej siatką handlującą kokainą o wartości około 20 milionów dolarów. Przypuszczenia te przedostały się do pracy. Funkcjonariusze obawiali się, że Adolfo śledzi medialne relacje i na ich podstawie zmienia plany.
73:52
Każdy ujawniony szczegół mógł więc pomóc mu pozostać o krok przed policją. W tym samym czasie przeszukiwano mieszkania i domy osób związanych z grupą. W pokoju Sary w Matamoros policjanci znaleźli ołtarz z czarnymi świecami. Na pobliskiej ścianie widoczne były ślady krwi.
74:12
Informacje uzyskane od Elia doprowadziły z kolei detektywów również do dwóch lokali używanych przez Adolfo w okolicach miasta Meksyk. Pierwszy znajdował się około 25 km od centrum stolicy. Wewnątrz policjanci znaleźli drogie ubrania, meble i urządzenia elektroniczne oraz dwa uprzątnięte ołtarze. W szufladzie biurka ukryto dzienniki, w których Konstansu zapisywał m.in. ceny pobierane za poszczególne rytuały. Strony wypełniały także symbole, których znaczenia śledcze nie potrafili odczytać.
74:47
Drugie mieszkanie znajdowało się w zamożnej dzielnicy Roma. W pokoju na tyłach lokalu policja odkryła ołtarz przypominający ten z rancha Santa Elena. Na podłodze leżały cygara, papryczki chili i butelki po alkoholu. W miskach znajdowały się szczątki kurczaków, kus i żółwi, a w pomieszczeniu unosił się zapach rozkładu. Policjanci znaleźli tam również torebkę i inne przedmioty należące do Sary. Pojawiły się obawy, że Adolfo mógł ją zabić przed dalszą ucieczką.
75:19
Inni śledczy podejrzewali, że rzeczy pozostawiono celowo, aby skierować poszukiwania na fałszywy trop. Znacznie bardziej użyteczny okazał się rachunek za ubrania wystawiony na nazwisko Omara Orei, jednego z poszukiwanych członków grupy. Witniejący na nim adres prowadził do luksusowego wieżowca w dzielnicy Roma. W mieszkaniu na dziesiątym piętrze funkcjonariusze zastali młodą kobietę pakującą walizkę. Przedstawiła się jako siostra jednego z uciekinierów i twierdziła, że Adolfo wraz ze swoimi zwolennikami planuje wyjechać do Miami.
75:54
Śledczy nie byli pewni, czy mówi prawdę. Podejrzewali, że kobieta próbuje skierować ich uwagę w stronę Stanów Zjednoczonych, podczas gdy poszukiwani nadal ukrywają się w mieście Meksyk. Meksykańska policja korzystała nie tylko z tradycyjnych metod śledczych.
76:12
Funkcjonariusze konsultowali się również z szamanami i osobami zajmującymi się magią. Jeden z nich przekonywał, że zniszczenie kotła pozbawi Adolfo mocy i może sprowokować go do opuszczenia kryjówki. Dlatego też 23 kwietnia policjanci przeprowadzili na Santa Elenie rytuał oczyszczenia. W chacie umieścili fotografię Konstansa, rozsypali sól, a ściany oblali benzyną. Następnie wrzucili do środka płonącą pochodnię.
76:42
Kiedy budynek stanął w ogniu, funkcjonariusze rozrzucali wokół sól, która miała odpędzić złe duchy. Po chacie pozostał popiół, a w miejscu, w którym wcześniej stała, ustawiono duży drewniany krzyż. Ceremonię pokazano później w wiadomościach w Meksyku i Stanach Zjednoczonych. Constanso zobaczył nagranie w telewizji. Według jego towarzyszy wpadł w furię i zaczął strzelać w ekran. Wierzył, że zniszczenie miejsca rytuałów pozbawiło go części nadprzyrodzonej ochrony.
77:12
Uciekinierzy zmienili wygląd, farbując włosy i zakładając ciemne okulary. Początkowo ukrywali się na obrzeżach miasta Meksyk, a następnie zaczęli przenosić się pomiędzy mieszkaniami znajomych bliżej centrum. Policja zawięziła poszukiwania do jednej dzielnicy. Przełom nastąpił w supermarkecie, gdzie policjanci zauważyli mężczyznę z włosami ufarbowanymi na różowo. Kupował dużą ilość jedzenia i próbował zapłacić 100-dolarowym banknotem.
77:43
Śledczy podejrzewali, że był nim Alvaro de Leon Valdez. Poszli za nim i dotarli do budynku przy ulicy Rio Sena.
77:52
Policja objęła okolice obserwacją, zakładając, że mężczyzna robił zakupy dla kilku ukrywających się tam osób. Kilka godzin przed policyjną akcją Sara wyrzuciła przez okno odręcznie napisaną wiadomość. Prosiła o powiadomienie służb, że w budynku przebywają poszukiwani ludzie, a jedna z kobiet jest przetrzymywana wbrew swojej woli i może zostać zabita. Kartkę podnieśli dwa i młodzi mężczyźni. Jeden z nich zobaczył Sarę w oknie, ale uznał całą sytuację za żart.
78:23
Wiadomość przekazano policji dopiero po tym, co wydarzyło się później.
78:28
W sobotę, 6 maja, policjanci otoczyli budynek przy Riosena. Constanso zauważył ich z okna i około 14.00 otworzył ogień z pistoletu maszynowego Uzi. Pociski trafiały w witryny sklepowe i chodnik. Padrino wyrzucał przez okna dolary oraz złote monetę, wykrzykując o Belgii pod adresem ludzi zgromadzonych na ulicę. Niektórzy próbowali podnosić pieniądze, ale uciekali, gdy ponownie zaczynał strzelać. Do okolicy skierowano dziesiątki policjantów i agentów federalnych.
79:00
Zablokowano sąsiednie ulice, ewakuowano cywilów i całkowicie otoczono budynek. Po około 45 minutach Adolfo zaczął tracić amunicję i zrozumiał, że nie zdoła uciec. Nie zamierzał jednak trafiać do więzienia. Wierzył, że po śmierci zostanie wskrzeszony, dlatego zażądał, aby jeden z jego zwolenników go zabił.
79:24
Omar Orea nie chciał wykonać polecenia. Ostatecznie broń przejął Alvaro de Leon Valdez. Constanso objął jednego ze swoich zwolenników, a Alvaro otworzył do nich ogień. Obaj zginęli. Ich ciała znaleziono później w sypialni. Kiedy strzały ucichły, Sara wybiegła z mieszkania, krzycząc do policjantów, aby nie otwierali ognia. Powiedziała im, że Adolfo nie żyje. Funkcjonariusze podejrzewali podstęp, dlatego ostrożnie weszli do środka. Omar Orea ukrywał się pod łóżkiem.
79:56
Policja zatrzymała także Sarę, Alwara i pozostałe osoby przebywające w kryjówce. Jeszcze tego samego dnia w innych częściach miasta schwytano kolejnych członków grupy.
80:08
W mieszkaniu znaleziono dwa miecze, czarne świece, woskową czaszkę, lalkę z zasłoniętymi oczami oraz inne przedmioty wykorzystywane podczas rytuałów. Na kuchence leżało około 3000 dolarów w spalonych banknotach. Według ocalałych Constanso sam podpalił pieniądze mówiąc, że skoro on nie będzie mógł ich wykorzystać, nie dostanie ich również nikt inny.
80:33
Śledczy sprawdzili odciski palców zabitego, aby wykluczyć możliwość upozorowania śmierci. Badanie potwierdziło, że człowiekiem znalezionym w szafie rzeczywiście był Adolfo de Jesus Constanzo. Oznaczało to, że międzynarodowe poszukiwania Padrino dobiegły końca. Najważniejszą z zatrzymanych osób była Sara, nazywana przez grupę Madriną. Policja uważała ją za zastępczynia Dolfo, ale ona sama przedstawiała się jednak jako kolejna ofiara.
81:04
Sara pochodziła z Matamoros, ale studiowała wychowanie fizyczne na Uniwersytecie w Brownsville. Miała bardzo dobre wyniki, była czy liderką, a wykładowcy i znajomi zapamiętali ją jako przyjazną i pracowitą studentkę. Nic w jej zachowaniu nie wskazywało na to, że po drugiej stronie granicy prowadzi zupełnie inne życie. Jej partnerem był Gilberto Sosa, handlarz narkotyków związany z rodziną Hernandezów. To właśnie dzięki tym kontaktom Sara poznała Adolfo, a później przedstawiła go członkom organizacji.
81:37
Z czasem stała się jedną z najważniejszych osób w grupie i pomagała werbować nowych zwolenników. Wykorzystywała swój urok i łatwość nawiązywania kontaktów, aby przekonywać kolejnych mężczyzn do Adolfo.
81:52
Członkom grupy wielokrotnie pokazywano również film The Believers, opowiadający o rytualnych zabójstwach dokonywanych w zamian za pieniądze i władze. Miał on oswajać ich z przekonaniem, że składanie ludzi w ofierze jest konieczne. W Brownsville Sarah nie wyróżniała się jakoś specjalnie. Matamaros uczestniczyła w działalności grupy związanej z rytuałami i przemytem narkotyków. Bliskość granicy pozwalała jej przez długi czas skutecznie oddzielać te dwa światy.
82:23
Niektórzy znajomi zwracali jednak uwagę na drogie przedmioty, na które studentka teoretycznie nie powinna sobie móc pozwolić. Jeździła nowym samochodem wyposażonym we wbudowany telefon, co jak wspominałam w 1989 roku było luksusem.
82:40
Często ubierała się też na czarno, choć świadomo, że sam w sobie ten kolor nie wzbudzał większych podejrzeń. Po zatrzymaniu Sara twierdziła, że Constanso więził ją w kryjówce i zmuszał do wykonywania poleceń. Zaprzeczała, aby uczestniczyła w rytuałach albo wiedziała o zabójstwach na Santa Elenie. Utrzymywała, że o odnalezionych ofiarach dowiedziała się dopiero z telewizji. Przekonywała również, że współczuła Kilroyom. Twierdziła nawet, że podczas poszukiwań zgłosiła się jako ochotniczka i pomagała Jamesowi rozdawać ulotki ze zdjęciem Marka.
83:14
Śledczy nie uwierzyli jednak, że przez cały czas była wyłącznie zakładniczką. Sara potrafiła szczegółowo opisać część zbrodni, a jej pozycja Madriny wskazywała, że należała do ścisłego kierownictwa grupy. Sama przyznawała później, że wykonywała polecenia Adolfo. Twierdziła jednak, że nie potrafi wyjaśnić, dlaczego tak łatwo mu się podporządkowała. Zaprzeczała również, że była w nim zakochana. Nazywała siebie jedynie jego wyznawczynią. Policja uznała Sarę za dobrowolną uczestniczkę działalności grupy, a nie kobietę, która przypadkowo znalazła się w mieszkaniu Adolfo.
83:51
O tym, jak duża była jej odpowiedzialność za zbrodnie na Santa Elenie, miał zdecydować sąd.
83:58
Procesy osób związanych z grupą Konstansa rozpoczęły się w lipcu 1989 roku. Materiał dowodowy był ogromny, a poszczególni oskarżeni odpowiadali za różne przestępstwa. Sprawy dotyczyły nie tylko zabójstw, ale również handlu narkotykami, udziału w zorganizowanej grupie, podszywania się pod policjantów, nielegalnego posiadania broni oraz ukrywania i bezczeszczenia zwłok. Rozpatrywanie wszystkich zarzutów trwało kilka lat.
84:29
Omar Orea nie doczekał końca procesu. W sierpniu 1989 roku trafił do więziennego szpitala po zdiagnozowaniu AIDS. Zmarł 11 lutego 1990 roku.
84:43
Alvaro de Leon Valdez odpowiadał za zastrzelenie Adolfa i Martina w kryjówce przy Rio Sena. W sierpniu 1990 roku otrzymał wyrok 30 lat pozbawienia wolności. Juan Carlos Fragoso i Jorge Montes zostali skazani w związku z innym zabójstwem. Każdy z nich otrzymał karę 35 lat pozbawienia wolności. Opiekuna rancza, Domingo Reyesa Bustamente, oskarżono natomiast o pomoc w ukrywaniu działalności grupy. W grudniu 1990 roku wyszedł z aresztu po wpłaceniu kaucji w wysokości 500 dolarów.
85:20
Śledztwo ujawniło także powiązania Constanza z meksykańską policją. W czerwcu 1989 roku Salvador Vidal Garcia Alarcon, jeden z wysokich rangą funkcjonariuszy Federalnej Policji Sądowej, został oskarżony o handel narkotykami. Członkowie grupy wskazywali go jako policyjny kontakt Padrino. García Alarcon przyznawał, że znał Constanza, ale twierdził, że łączyły ich wyłącznie praktyki religijne. Nie został oskarżony ani o zabójstwo Marka, ani o pozostałe zbrodnie popełnione na Santa Elenie.
85:55
Sara usłyszała pierwszy wyrok w 1990 roku. Skazano ją wówczas na 6 lat za udział w grupie przestępczej. Najważniejsze rozstrzygnięcie zapadło jednak 3 maja 1994 roku. Za wszystkie przypisane jej czyny wymierzono jej łącznie 62 lata pozbawienia wolności.
86:17
Tego samego dnia Serafin Hernandez Garcia, Elio Hernandez Rivera, David Sernavaldez i Sergio Martinez Salinas otrzymali po 67 lat.
86:29
Odpowiadali m.in. za wielokrotne zabójstwa, posiadanie narkotyków, udział w zorganizowanej grupie, podszywanie się pod policjantów, bezczeszczenie zwłok i nielegalne posiadanie broni. Sara otrzymała karę krótszą o 5 lat, ponieważ nie oskarżono jej o posiadanie broni zastrzeżonej dla meksykańskich sił zbrojnych. W 1998 roku Sąd Federalny jednak obniżył wyroki Elia, Davida i Serhia z 67 do 50 lat.
87:01
W ówczesnym meksykańskim systemie nie stosowano ani kary śmierci, ani dożywotniego pozbawienia wolności, a 50 lat było maksymalną karą za zabójstwo. Dlatego wyroki powstałe po zsumowaniu kar za kilka przestępstw mogły zostać później zmniejszone przez Sąd Apelacyjny. W przypadku Sary i Serafina nie ma takiej informacji, aby i im obniżono tę karę. James i Helen z ulgą przyjęli wiadomość o skazaniu członków grupy.
87:31
Obawiali się, że po kilku latach zainteresowanie sprawą osłabnie, a oskarżeni unikną odpowiedzialności. Helen przyznała, że dzięki wyrokom zarówno mieszkańcy Meksyku, jak i Stanów Zjednoczonych mogli czuć się bezpieczniej. Porucznik George Gavito również pozytywnie ocenił ostateczne rozstrzygnięcia. Mimo początkowych trudności i napięć pomiędzy służbami, sprawcy zostali osądzeni w kraju, w którym popełnili swoje zbrodnie.
87:59
Po zakończeniu procesów nadal nie znano odpowiedzi na wszystkie pytania. Między innymi, jak wspomniałam, nie udało się ustalić tożsamości trzech mężczyzn odnalezionych na Santa Elenie. Istniały również podejrzenia, że lista ofiar Constanza mogła być znacznie dłuższa. Na ranczu znaleziono również parę dziecięcych butów, a w pobliżu zakrwawionego ołtarza w pokoju Sary odkryto rzeczy należące do niemowlęcia, w tym fotografie. Pojawiły się też doniesienia o niewielkiej ludzkiej czaszce w rytualnym kotle.
88:31
Meksykańskie służby podejrzewały nawet, że grupa mogła zamordować kolejnych kilkanaścioro dzieci. Informacji tych jednak nigdy nie potwierdzono. Media od początku koncentrowały się na najbardziej szokujących elementach sprawy. Konstansa i jego zwolenników przedstawiano jako satanistów oraz kanibali. Nie znaleziono jednak dowodów, że członkowie grupy spożywali ludzkie szczątki. Rodzina Marka uważała, że sensacyjne nagłówki odwracały uwagę od prawdziwego źródła tragedii – handlu narkotykami i przemocy obecnej na północy Meksyku.
89:07
Warto też podkreślić, że zbrodni należy przedstawiać jako typowych praktyk religii Palo. Constanso połączył elementy kilku wierzeń i podporządkował je własnym celom. Obietnicami nadprzyrodzonej ochrony zdobywał pieniądze, wpływy oraz kontrole nad przestępcami, którzy uwierzyli, że rytuały zapewnią im nietykalność. Była więc to tylko jego interpretacja. Sara konsekwentnie przekonywała, że była kolejną ofiarą Konstansa. W 2003 roku ponownie zaprzeczyła, aby uczestniczyła w zabójstwach.
89:41
Twierdziła, że po śmierci Padrino zniknął najważniejszy świadek, a część policjantów celowo ukrywała jego kontakty z pływowymi osobami.
89:50
Rok później opowiedziała dziennikarzom, że podczas przesłuchań była rozbierana, bita i podwieszana zasłoniętymi oczami. Utrzymywała, że przemocą zmuszono ją do podpisania obciążających ją zeznań, a proces nie dał jej możliwości skutecznej obrony. Wydanej autobiografii nadal przedstawiała się jako zakładniczka grupy. Podważała również oficjalną wersję śmierci Constanza, twierdząc, że zastrzelili go policjanci, a nie Alvaro de Leon Valdez. Po latach podobne zarzuty wysunęli Serafin i Sergio.
90:23
W 2014 roku obaj utrzymywali, że są niewinni, a ich zeznania zostały wymuszone torturami. Serafin twierdził, że zatrzymano go w domu rodzinnym, a nie podczas policyjnej akcji na Santa Elenie. Zaprzeczał, aby znał Konstansa albo wiedział, że na ranczu zabijano ludzi. Sergio przekonywał natomiast, że pracował jedynie jako kierowca Hernandezów. Według jego wersji policjanci zmusili go do pozowania do fotografii przy odnalezionych ciałach, aby stworzyć wrażenie, że uczestniczył w zbrodniach.
90:57
Oświadczenie obu mężczyzn nie doprowadziły jednak do uchylenia ich wyroków. James i Helen postanowili wykorzystać zainteresowanie sprawą, aby ostrzegać innych przed zagrożeniami związanymi z narkotykami. W maju 1989 roku założyli fundację Marka Kilroya, której celem stała się edukacja młodzieży oraz przeciwdziałanie uzależnieniom. Para spotkała się z prezydentem Georgem Bushem, występowali w programach telewizyjnych, kościołach i przed kapitolem Teksasu.
91:29
Podczas spotkań opowiadali o synu, ale przede wszystkim zwracali uwagę na konsekwencje handlu narkotykami. Dochód ze sprzedaży książki Sacrifice, napisanej przez Jamesa wspólnie z Bobem Stewartem, również przeznaczono na działalność fundacji. W kolejnych latach organizacja rozpoczęła współpracę ze szkołami i instytucjami zajmującymi się profilaktyką. Finansowała programy edukacyjne, zajęcia dla młodych ludzi oraz stypendia dla uczniów. Kilroyowie przyznawali, że wielokrotnie zastanawiali się, czy mają siłę dalej publicznie opowiadać o śmierci syna.
92:07
Za każdym razem, kiedy mieli wątpliwości, zgłaszała się jednak osoba, której pomogli zmierzyć się z uzależnieniem albo poradzić sobie ze stratą bliskiej osoby. To motywowało ich do dalszych działań. W 2009 roku, w 20. rocznicę śmierci Marka, James i Hallen wrócili do doliny Rio Grande oraz Matamoros. Chcieli podziękować mieszkańcom, ochotnikom i funkcjonariuszom, którzy pomagali im w poszukiwaniach.
92:36
Helen zmarła w 2014 roku w grudniu w wieku 70 lat. Jej pogrzeb odbył się w tym samym kościele, w którym ćwierć wieku wcześniej żegnano Marka. Została pochowana obok syna. Santa Elena przez lata pozostawała opuszczona i stopniowo zarastała. Jeszcze rok po odkryciu grobów mieszkańcy kopali tam kolejne doły, szukając śladów swoich zaginionych bliskich.
93:02
Meksykańskie władze próbowały później przekształcić teren w gospodarstwo, ale nie znalazły osób gotowych tam pracować. Fundacja Marka Kilroya nadal prowadzi działalność profilaktyczną i przyznaje stypendia. Mark nie zdążył zostać lekarzem, choć planował poświęcić swoje życia pomaganiu innym. Dzięki pracy jego rodziców część tego zamierzenia przetrwała w działaniach podejmowanych w jego imieniu.
93:31
I to wszystkie informacje na temat tej sprawy, jakie przygotowałam. Dajcie znać, co Wy sądzicie o tej sprawie. Jeśli chodzi o mnie, to przyznam Wam, że jej przebieg wiele razy mnie zaskoczył i zabierając się za tę sprawę, nie spodziewałam się takiego zakończenia. A niektóre momenty sprawiały, że sama nie wierzyłam, że coś takiego się wydarzyło. Ale niestety, tak właśnie to wyglądało.
94:02
Jestem też pełna podziwu dla rodziców Marka, którzy walczyli o to, aby dowiedzieć się, co się stało z ich synem, mimo tych wszystkich trudności i też pewnie lęku przed tym, co czekało ich w Meksyku. Dobrze, że w końcu poznali odpowiedzi.
94:21
I tym też sposobem kończymy serię Zabójcze Wakacje. Dziękuję Wam jeszcze za to, że słuchaliście tej serii, że byliście tutaj w wakacje i czekaliście na kolejne premiery. To koniec serii Zabójcze Wakacje, ale nie koniec oczywiście odcinków. Teraz planuję, że pojawi się kolejna seria. Myślę, że będziecie zainteresowani.
94:49
Dzięki raz jeszcze za wysłuchanie. Uważajcie na siebie, wracajcie bezpiecznie, jeśli jesteście jeszcze na wyjazdach albo dopiero je planujecie. Życzę Wam dobrego dnia, dobranoc, do usłyszenia.